2017-01-26
Autor: Hubert Bułgajewski

Kolejny miliard ludzi co 15 lat … ile jeszcze zniesie Ziemia?

Populacja ludzi na Ziemi

Ludzka populacja przez tysiące lat rosła bardzo powoli, czego przyczyną były prymitywne warunki egzystencji. Wzrost liczby ludności następował głównie dzięki eksploracji nowych terenów – zasiedlanie pozostałych kontynentów poza Afryką. Kolejne kamienie milowe naszej cywilizacji – narzędzia, ogień, udomowienie zwierząt, rolnictwo, osiadły tryb życia – dały warunki dla dalszego wzrostu populacji.

+6 miliardów ludzi w 200 lat

Jednak do czasów Rewolucji Przemysłowej liczba ludności świata rosła bardzo powoli. Kiedy wreszcie w XVIII rozwój technologii, dzięki okiełznaniu energii węglowodorów, przyniósł skokową poprawę warunków materialnych oraz dostępności żywności – populacja wystrzeliła. Pokazuje to zamieszczony wykres.

 

world-population.png

Ludność świata w latach 0-2015 i prognoza ONZ. Źródło: United Nations Population Fund

Ważną rolę odegrał też rozwój medycyny. Zabobonne metody leczenia z czasów panowania Kościoła i Inkwizycji zostały zastąpione nowym dorobkiem naukowym, w tym zastosowaniem antybiotyków i innych nowych, sztucznych leków, co wyeliminowało wiele chorób i powodów zgonów.

W XX wieku ekspansja cywilizacji przemysłowej opanowała Azję, Afrykę i Amerykę Południową. Pod koniec XX wieku zachodnia cywilizacja przemysłowa opanowała niemal wszystkie kraje, które kiedyś uważaliśmy za biedne i prymitywne. Umożliwiło to globalny wzrost populacji - z 3 mld ludzi na Ziemi w połowie XX wieku do ponad 7 mld na początku XXI wieku.

Kobyła „Ziemia” już ledwie ciągnie

Ta eksplozja populacji ma swoje mroczne oblicze. Kolejne miliardy ludzi pojawiające się co kilkanaście lat odcisnęły ogromne piętno na eksploatowanej planecie.

Rosnąca populacja oznacza wzrost zapotrzebowania na wszelkie zasoby w piramidzie ludzkich potrzeb. Pierwszą z nich  jest żywności. To prosta biologiczna zasada, która dotyczy także człowieka. Im więcej ludzi, tym więcej żywności potrzeba. Prowadzi to do degradacji środowiska naturalnego, poprzez karczowanie lasów, osuszanie bagien, niszczenie naturalnych siedlisk fauny i flory. Wszystko po to, by stworzyć nowe tereny pod uprawy. Wraz ze wzrostem liczby ludności podąża też wzrost zapotrzebowania na inne zasoby – drewna, minerałów, metali, energii, wody, etc.

Najpierw szczyt, potem ... klif

Kiedy populacja danego gatunku jest za duża w stosunku do ekosystemu, następuje szybkie wyeksploatowanie dostępnych zasobów. Co dzieje się wówczas? Świetnym przykładem (choć nie jedynym) są historyczne zmiany populacji ludności Wyspy Wielkanocnej. Populacja wyspy rosła i w końcu osiągnęła krytyczny punkt, który doprowadził do wyczerpania zasobów. Następnie nastąpiło bardzo gwałtowne dostosowanie, co obrazuje poniższy wykres.

Ludność Wyspy Wielkanocnej rosła, a wraz z nią zapotrzebowanie na zasoby. W końcu przekroczony został punkt krytyczny pojemności środowiska, która spadła. Wraz z nią spadła liczba ludności wyspy. Źródło: Marcin Popkiewicz, „Świat na rozdrożu”.

Zanim jeszcze doszło do wydrenowania do cna wszystkich potrzebnych do istnienia zasobów, zaczęła spadać pojemność środowiska – czyli wszystko to, co umożliwia istnienie określonej liczby przedstawicieli danego gatunku, w tym wypadku ludzi. Jeśli natura regeneruje się dotrzymując tempa zużywaniu zasobów, to pojemność środowiska się nie zmienia (odradza się). W końcu jednak zostaje przekroczony punkt, za którym pojemność środowiska nie jest w stanie nadążyć za eksploatacja i zaczyna spadać. Ludzkość jest teraz ewidentnie na takim etapie, przy ciągle rosnącej populacji. Świat nie regeneruje się w tempie nadążającym za eksploatacją. Na wykresie jest to miejsce, gdzie krzyżują się dwie krzywe. Jesteśmy na etapie ludzi z Wyspy Wielkanocnej przed klifem.

 

world-population2.jpg

Pojemność środowiska i populacja. Tak długo jak liczba i zapotrzebowanie populacji są małe, środowiska się regeneruje, dzięki czemu nie następuje jego spadek. Źródło: Marcin Popkiewicz, „Świat na rozdrożu”.

W przypadku innych gatunków zwierząt taka sytuacja nie musi być wielkim problemem. Zwierzęta migrują, przenoszą się na inne tereny, szczególnie gatunki migrujące sezonowo, co pozwala na odbudowę zasobów. W przypadku ludzi nie ma już wolnych terenów do migracji. Mogła się o tym w ostatnich latach przekonać Europa. Susza, wzrost cen żywności i wojna w Syrii, doprowadziły do migracji setek tysięcy ludzi. Co więcej, w przypadku ludzkiej populacji dochodzi jeszcze problem niezakończonych możliwości rozwojowych. Tylko mniejsza część populacji żyje obecnie na poziomie mieszkańców Europy i Ameryki. Pozostałe 5 mld ludzi żyje na bardzo niskim poziomie. Nie posiadają oni tego, co przeciętna amerykańska, a nawet polska rodzina. Gdyby wszyscy mieszkańcy Ziemi chcieli żyć po amerykańsku, to świat „skończyłby się” w kilka lat. Musielibyśmy skolonizować nową Ziemię – najlepiej wielkości Jowisza.

Prawa natury i fizyki są nieubłagane. Czy, jako bądź co bądź inteligentny gatunek, zdążymy obudzić się przed klifem i zarządzić w sposób kontrolowany własnym „przestrzeleniem” populacyjnym?

 

Hubert Bułgajewski, na podstawie Marcin Popkiewicz, „Świat na rozdrożu”

 

Dodaj komentarz