2017-01-15
Autor: Hubert Bułgajewski

Szczyt wydobycia ropy nadchodzi. W ślad za nim szczyt gospodarki.

Peak oil

Od kilkudziesięciu lat mówi się o perspektywie „Peak Oil”, czyli groźbie szczytu wydobycia ropy naftowej i w konsekwencji szczytu wzrostu gospodarczego na świecie. Jako orientacyjną datę tego punktu przegięcia geolodzy wyznaczali od dawna początek XXI wieku. W wielu analizach pojawiał się rok 2005. Później, datę tę nieco przesuwano. W 2011 roku prognoza jednego z największych na świecie banków inwestycyjnych – Morgan Stanley zakładała, że w 2014 roku nastąpi spadek wydobycia ropy. Tak się jednak nie stało, przez co optymiści odtrąbili, że „Peak Oil” to kolejny straszak, który nigdy się nie ziści, gdyż potęga ludzkiej innowacji i technologii jest wszechmocna. Za chwilę bliżej przyjrzymy się prawdziwym powodom tego odroczenia wyroku. Teraz jednak popatrzmy, jak kluczowe znaczenie ma ropa i gaz dla światowej gospodarki.

Cywilizacja = energia = ropa i gaz

Na wykresie poniżej możemy jasno zobaczyć, że bez ropy i gazu (a oba surowce wydobywa się właściwie razem) nie ma naszej cywilizacji, gdyż nie ma skąd wziąć ponad połowy obecnie zużywanej energii. Jest to konstatacja tym bardziej prawdziwa, że ropa jest surowcem monopolistą jeśli chodzi o globalny transport. O ile węgiel ma ciągle spory udział w produkcji energii (głównie dzięki Chinom) to samochodów na węgiel brak. Warto też przy okazji zwrócić uwagę, że zielona energia to póki co potęga, tyle że w mediach i chorej wyobraźni niektórych polityków, bo w rzeczywistości to na razie … żart!

 

Źródło: The energy-population conundrum and its possible solution Francesco Meneguzzo,1* Rosaria Ciriminna, 2 Lorenzo Albanese,1 Mario Pagliaro2

Jednocześnie korelacja między wzrostem światowego PKB oraz wzrostem zużycia energii jest całkowita. Jedno nie występuje bez drugiego. Jak mówi znany klimatolog-pesymista, Guy McPerson, cywilizacja to wielki silnik cieplny.

Na ratunek: wysokie ceny ropy, nowa technologia łupkowa oraz tani pieniądz

Wróćmy więc do pytania, dlaczego Peak Oil nie nastąpił w spodziewanym okresie? Otóż wydaje się, że wpłynęły na to przede wszystkim trzy czynniki.

Pierwszym z nich była możliwość zwiększenia wydobycia ropy z nowych, drogich złóż, wymagających wysokich cen na rynku zbytu. Jeśli cena ropy jest zbyt niska, to nie ma sensu czynić wysokich nakładów na „dobranie się” do trudnodostępnych zasobów. Przykładem takich zasobów ropy są piaski bitumiczne w Kanadzie, czy ropa na dnie oceanów. Aby je rentownie eksploatować potrzebne są stabilne i odpowiednio wysokie ceny ropy.

Drugim czynnikiem okazała się być nowa technologia wydobycia (również wymagająca odpowiednio wysokich cen), a dokładnie horyzontalne szczelinowanie hydrauliczne, czyli tzw. „ropa i gaz łupkowy”. To technologia, dzięki której możliwe stało się wydobycie zasobów ropy i gazu wcześniej w ogóle niedostępnych (niezależnie od ceny), bo uwięzionych dosłownie w skałach.

Trzecim, krytycznym czynnikiem wspierającym wzrost podaży, w tym głównie z dwóch powyższych źródeł, stał się ultra-tani kredyt. Banki centralne świata, w tym amerykański FED, po kryzysie w 2008 roku, obniżyły oprocentowanie pieniądza do poziomów bliskich 0%. Jednocześnie skupowały aktywa finansowe z rynku (tzw. „Quantitative Easing”) pompując niebotyczne sumy pieniędzy do instytucji finansowych. Stworzyło to warunki do agresywnego poszukiwania stóp zwrotu przez inwestorów, a w związku z tym umożliwiło bardzo tanie finansowanie się kredytem przez firmy wydobywcze, w tym nowe firmy zajmujące się technologią łupkową.

Istne eldorado: wysokie ceny ropy, nowa technologia otwierająca niedostępne złoża, inwestorzy błagający aby pożyczyć od nich środki po śmiesznym koszcie. Nic dziwnego, że dodatkową ropę dosłownie wyciśnięto ze skał.

Wykres poniżej prezentuje, jak w konsekwencji tych trzech czynników, ropa łupkowa odroczyła Pak Oil. Widać, że biorąc pod uwagę wydobycie ropy poza USA, szczyt wydobycia naprawdę wystąpił około roku 2005-10. Jednak wzrost wydobycia łupkowego w USA oraz z kilku innych bardzo niekonwencjonalnych źródeł (zresztą także bardzo nie ekologicznych), jak piaski bitumiczne w Kanadzie, spowodował że łączna podaż znów zaczęła rosnąć.

Źródło: The energy-population conundrum and its possible solution Francesco Meneguzzo,1* Rosaria Ciriminna, 2 Lorenzo Albanese,1 Mario Pagliaro2

 

Wzlot i upadek ropy łupkowej

Łupkowa rewolucja miała swój wielki początek, ale będzie też mieć swój tragiczny koniec. A raczej już ma, bo od wiosny 2015 wydobycie ropy łupkowej zaczęło spadać.

Przyczyny są analogiczne do powodów pierwszych sukcesów. Po pierwsze, gdy wydobycie ropy łupkowej począwszy od 2011 roku rozpoczęło systematyczny wzrost aż do 5,5 mln baryłek dziennie w 2015r., ceny surowca w połowie 2014r. przy stabilnym popycie w końcu zareagowały i gwałtownie spadły z poziomu ponad 100 do poniżej 40 dolarów za baryłkę. Ropa zawsze reagowała gwałtownie na szoki podażowe oraz popytowe, co jest związane między innymi z brakiem możliwości jej taniego przechowywania w dużych ilościach. Ten ostatni oraz wcześniejsze słynne szoki ilustruje poniższych wykres.

Ceny ropy na świecie w latach 1970-2015. Przyczyny zmian cen: 1 embargo OPEC związane z wojną izraelsko-palestyńską, 2 szczyt kryzysu lat 70. XX wieku, 3 wzrost wydobycia w latach 80. I 90. XX wieku, 4 wojna w Zatoce Perskiej, 5 wojna ze terroryzmem, 6 kryzys finansowy, 7 boom łupkowy w USA. Źródło: ktwop.com

Tak niskie ceny nie były przewidywane w biznes planach firm łupkowych. Rozpoczęły się bankructwa i ograniczanie dalszego finansowania, a w ślad za tym dalszej produkcji.

Na dodatek, szybko ujawniła się inna „pięta achillesowa” ropy łupkowej. Chodzi o bardzo krótką żywotność pojedynczego odwiertu łupkowego. Odwiert z tradycyjnego złoża ma dużą wydajność, która spada bardzo powoli. Wystarczy wsadzić w ziemię rurę i ropę mamy na co najmniej 30 lat. Z łupkowym złożem jest inaczej. Szczelinowanie obejmuje bardzo wąski obręb skały, a na dodatek „wyciska” z niej ropę bez mała natychmiast. Potrzeba więc ciągle otwierać wiele nowych, małych odwiertów, by poziom wydobycia z całego złoża był stabilny lub mógł rosnąć. Kiedy zabrakło taniego finansowania na nowe inwestycje, stare odwierty szybko zaczęły ujawniać swoją krótkotrwałą naturę.

Wykresy niżej pokazują historię wydobycia ropy w USA z trzech kluczowych złóż. To tam wydobywa się większość ropy łupkowej. O ile wydobycie ze złóż Permian na południu USA jeszcze rośnie, to od 2 lat spada wydobycie ropy z dwóch pozostałych złóż. Tak więc łączne wydobycie ropy łupkowej zaczyna spadać.

 

Wydobycie ropy ze złóż Bakken. Źródło: EIA

 

Wydobycie ropy ze złóż Eagle Ford. Źródło: EIA

 

Wydobycie ropy ze złóż Permian. Źródło: EIA

 

Inne czarne chmury - nie mniej ważne

Oczywiście „łupki” to tylko jedno ze źródeł ropy kształtujące poziom podaży. Brak tu miejsca aby szczegółowo omówić inne ważne zjawiska, jakie miały miejsce w ostatnich latach. Nie można jednak choćby nie wspomnieć o dwóch kluczowych, które przyczynią się do "niespodziewanych" braków ropy już za chwilę.

Gwałtowny i głęboki spadek cen ropy w 2014r. spowodował dramatyczne pogorszenie finansów wielkich koncernów wydobywczych, które do tej porty inwestowały dziesiątki miliardów dolarów w nowe tradycyjne, choć drogie, źródła. W roku 2014 nacisnęły jednak gwałtownie na hamulec w zakresie nowych inwestycji. Po prostu nie miały na nie gotówki. Cykl przygotowania i rozpoczęcia eksploatacji nowych, trudnych technologicznie złóż to kilka lat, więc niedobory z tego kierunku odczujemy z pewnym opóźnieniem. Jednak odczujemy je boleśnie.

W między czasie, w zakresie najtańszych i największych tradycyjnych dostawców ropy doszło do zaskakującego zjawiska. Zamiast, wobec gwałtownego spadku ceny, zjednoczyć się (po to powstał choćby OPEC), ograniczyć wydobycie i poczekać aż cena wzrośnie, tacy gracze jak Arabia Saudyjska, czy Rosja, rozpoczęły wojnę podażową. Każdy z tych krajów próbował zwiększyć, między innymi z wykorzystaniem nowoczesnych technologii, podaż surowca, konkurując ceną dostawy, aby „wygryźć” innych z dostępnych rynków zbytu. Taka agresywna postawa była między innymi wymuszona potrzebą utrzymania stabilnych dochodów budżetowych. Skoro cena jest dwa razy niższa, to trzeba sprzedać dwa razy więcej aby tu i teraz mieć tyle samo środków w budżecie. Jednak konsekwencje takiej strategii pogłębią niedobór ropy w najbliższym czasie. Spowodują bowiem, że geologicznie wymuszony spadek podaży z tych wielkich konwencjonalnych źródeł (rosyjskich i arabskich) nie będzie postępował w naturalnym tempie krzywej dzwonowej (kilku procent rocznie) ale być może bliżej 10%. Trzeba będzie oddać to, co się pożyczyło, aby krótkoterminowo wycisnąć trochę więcej z wyczerpujących się zasobów.

Co dalej? Zapewne sinusoida w dół…

Tak więc przed nami rychła perspektywa niedoboru ropy. Ropa łupkowa szczyt ma za sobą. Wielkie koncerny nie miały szans przygotować nowych, choćby i drogich, źródeł. Tania ropa tradycyjna rozpoczęła spadek podaży ok. 2005 roku, a tempo jej ubywania może być wyższe niż naturalnie prognozowane.

Ktoś może powiedzieć, OK, w takim razie cena ropy poszybuje znów w górę i znowu pojawią się źródła podaży. Tym razem, to nie będzie takie proste. Po pierwsze, gospodarka światowa nie jest w stanie przetrzymać zbyt długo ceny ropy powyżej ok. 80 dolarów, jest bowiem coraz słabsza i coraz bardziej zadłużona. Zresztą nawet w XX wieku prosperowała przy cenie ropy rzędu 15-25 dolarów, a nie 80-100. Dość szybko pojawi się więc stagnacja, recesja, a nawet krach, jak w 2008r. Po drugie, dla wielu nowych źródeł nawet 80 dolarów to za mało dla wypracowania zysków. Po trzecie, co już wykazaliśmy, podaż reaguje z dużym opóźnieniem, a na dodatek inwestorzy drugi raz do tej samej, zdradzieckiej rzeki tak łatwo z finansowaniem nie wejdą.

Wystąpi więc zapewne wariant pośredni. Ropa trochę wzrośnie, może do 60-70 dolarów. Uaktywni to wybiórczo nową podaż. Jednak wyższa cena po pewnym czasie spowolni wzrost gospodarczy i popyt, więc cena znów spadnie. Wtedy znów podaż się ograniczy. I tak dalej po równi pochyłej. Świat zderzy się z problemem braku ceny równowagi dla rynku ropy. Albo cena będzie zbyt niska aby dostarczyć jej wymaganą ilość, albo zbyt wysoka aby gospodarka mogła sobie z nią poradzić. Nasz globalny silnik cieplny będzie się coraz częściej krztusił i prychał. Będzie też coraz wolniej się obracał…

Chyba lepiej być jednak ekonomistą – optymistą i rozmarzyć się o wszechobecnych wiatrakach, panelach solarnych i elektrycznych autach. Wystarczy tylko zapomnieć o paru prostych, statystycznych faktach.

 

Hubert Bułgajewski, analityk megatrendów, autor bloga Arktyczny Lód

 

Kategoria: 

Dodaj komentarz